Wpisy użytkownika ღ Colour of your dreams ღ z dnia 28 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

tinista123456
 
Hej! Tym razem się uwinęłam z rozdziałem :)Pisze już trzeci, więc możecie się spodziewać zwrotów akcji, tajemnic i zagadek z przeszłości.
(włącz)
- Diano, gdzie ty się podziewałaś?
Gdy tylko dziewczyna otworzyła drzwi do jej uszu dobiegł podwyższony głos jej matki. Spodziewała się,  że nie ominie jej awantura w formie  kazania. Wzięła głęboki oddech i przeszła do salonu, gdzie czekali na nią rodzice. Ojciec wskazał ruchem dłoni, aby usiadła na sofie.
- Bardzo się na tobie zawiedliśmy! Oczywiście nie ujdzie ci to płazem. Zabraniam ci się kontaktować z tą drobnomieszczańską dziewuchą Nicole. – powiedziała stukając długimi, czerwonymi paznokciami w blat stolika. Przez chwilę Diana myślała, że się przesłyszała a może po prostu chciała tak myśleć.
Pragneła coś powiedzieć, ale z jej ust nie padało żadne słowo.
Ojciec spojrzał na nią z ukosa, jakby oczekiwał ataku ze strony córki.
- Powiesz coś? – zapytał.
Spuściła wzrok na podłogę, próbując skleić jakieś logiczne zdanie.
- Nie…nie możecie zabronić mi pisać z Nicole. Ukażcie mnie w każdy inny możliwy sposób, błagam – wyszeptała z trudem powstrzymując łzy.
Matka spojrzała na nią nienawistnie.
- Ośmielasz się jeszcze sprzeciwiać?! Marsz do swojego pokoju! – krzykneła, a Diana poczuła jakby przez jej ciało przechodziło stado mrówek.
Nie mogła już dłużej tego znieść. Wiedziała że matka zawsze traktować ją z góry odkąd przyczyniła się do śmierci jej siostry. Amelia była starsza od Diany o cztery lata. W wieku szesnastu lat wykryto u niej zaawansowanego raka tarczycy. Rodzice wydawali mnóstwo pieniędzy na różne zabiegi i innowacyjne sposoby leczenia, jednak one tylko spowalniały rozwój choroby. Dziewczyna szybko otrząsneła się z depresji. Sporządziła listę rzeczy, które chce zrobić przed śmiercią ,a na pierwszym miejscu umieściła ,,zakochać się’’. Miesiąc później poznała Louisa- wysokiego szatyna o piwnych oczach i pięknym uśmiechu. Szesnastolatka zatraciła się w tej miłości dogłębnie, a schadzki i pocałunki wypełniały jej wolny czas. Za każdym razem, gdy widziała się z chłopakiem na jej policzki wypełzały rumienieńce a uśmiech nie schodził jej z ust. Raz nawet Diana przyłapała ją na głośnym śpiewaniu ,,I wanna dance’’. Niestety matka utrudniała kontakty młodym. Twierdziła że to ,,zauroczenie z litości’’ wykańcza jej ukochaną córeczkę. Amelia często krzyczała matce w oczy, że jej nienawidzi. Pewnego dnia kobieta nie powstrzymała swojej furii i chciała uderzyć córkę. W obronie starszej siostry stanęła Diana . Tymczasem dziewczyna wykorzystała chwilę nieuwagi i uciekła z domu. Jak się później okazało wybrała się na piknik z chłopakiem. Ich szczęście zniszczyła jedna sekunda, jeden moment. Do płuc Ameli zaczął dostawać się płyn, co doprowadzało do duszenia się. Szatyn chciał dzwonić po pomoc, ale ta ostatkiem sił wytraciła mu telefon. Zdążyła jeszcze wykrztusić dwa słowa – Kocham Cię i odeszła.
Diana nigdy nie wątpiła w to że jej siostra zmarła szczęśliwa. Świadczyły o tym jej lekko uśmiechnięte usta. Matka oskarżyła o wszystko dwunastoletnią Dianę.
- To przez ciebie, gdybyś się nie wtracała w nie swoje sprawy moja córeczka by żyła – wykrzykiwała.
Diana pamiętała ból,  jaki sprawiła jej matka tymi ostrymi jak sztylety słowami.  Teraz to wszystko wróciło, gdy zobaczyła wyraz twarzy swojej rodzicielki. Diana wybuchneła głośnym płaczem. Łzy płyneły jej po policzkach, padając na sukienkę. Pobiegła do pokoju i ukryła twarz w poduszce. Jej ciałem wstrząsały bezgłośnie łkania. Nie pamiętała kiedy sen skleił jej powieki, ale z pewnością było już późno.
Gdy się obudziła zegarek wskazywał szóstą rano. Nie słyszała porannej krzątaniny, więc pewnie wszyscy jeszcze spali. Po szybkiej toaletce i ciepłym prysznicu Diana udała się do garderoby. Wśród sterty ubrań wyciągneła zwykłe szorty i delikatną różową bluzkę. Długie,niesforne włosy związała w zwyczajną kitkę. Podniosła plecak i bezgłośnie wyszła z domu. W szkole ledwo utrzymywała otwarte oczy, starannie hamując odruch ziewania. Mimo to lekcje mineły dosyć szybko, bez zbędnych niespodzianek. Gdy tylko zadzwonił dzwonek do wyjścia ruszył tabun ludzi. Diana nie miała ochoty brać udziału w tym bezsensownym przepychaniu się. Gdy tylko znalazła się na schodach skamieniała ze zdumienia. Tuż przed szkołą stał oparty o swój motocykl – chłopak,którego poznała zeszłego wieczora. Nie miała pojęcia jak właściwie ma się zachować, więc postanowiła że uda że go nie widzi. Jednak chłopak tylko roześmiał się widząc jej zachowanie. Dziewczyna staneła w miejscu, zacisneła ręce w pięści i odwróciła się w jego strone piorunując go wzrokiem.
-Możemy porozmawiać? – zapytał wyciągając ku niej drugi kask.
- Chcesz żebym wsiadła z tobą na motocykl?
Brunet wyszczerzył zęby w szerym uśmiechu.
- Tak,ale nie martw się sytuacja taka jak wczoraj się nie powtórzy – odparł.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i usadowiła się na miejscu pasażera.
Dzięwiętnastolatek chrząknął znacząco i sięgnowszy po jej ręce oplótł się nimi w pasie.
Na twarzy dziewczyny pojawiły się romieńce, gdy jej dłonie dotkneły jego nagiego,  umięśnionego brzucha. Czuła na sobie zazdrosne spojrzenia koleżanek z równoległej klasy. Pewnie zastanawiały się co taki przystojniak widzi w tej szarej myszce. Niespodziewanie silnik zawarczał i motocykl ruszył. Na szczęście hałas zagłuszył jej pisk, który mimowolnie wydostał się z gardła. Dla pewności mocniej objeła go w pasie, gdyż uznała że piorytetem jest dotarcie do domu w jednym kawałku. Przez moment czuła się taka wolna, gdy pęd wiatru uwolnił jej złociste loki. Chciała uciec od otaczających ją problemów, władczych rodziców i udawania perfekcyjnej. Przy Jasie naprawdę czuła się sobą. Zastanawiała się czy on też ucieka tak jak ona?
Po kilku minutach jazdy brunet zatrzymał się nieopodal plaży. Nie było na niej żywej duszy.
- Idealnie – pomyślał.
Wyciągnął niewielki kocyk z bagażnika i rozścielił niedaleko wody.
Diana usiadła i czekała na to co chce powiedzieć jej chłopak.
- Pewnie oczekujesz wyjaśnień – zaczął powoli, nabierając powietrza.
Przytakneła nieznacznie i wbiła w niego badawcze spojrzenie.
- Zachowujesz się tak jakbyś miał zaraz powiedzieć że jesteś seryjnym zabójcą – roześmiała się, chwytając się za brzuch.
- Nie, chociaż tak się czuje – szepnął, nie podzielając jej radosnego nastroju.
Twarz Diany spochmurniała a przed chwilą wesołe, roześmiane oczy stały się poszarzałe i bez wyrazu.
- Brałem kiedyś udział w nielegalnych wyścigach. Byłem w tym naprawdę niezły i zazwyczaj wygrywałem. Imponowałem tym dziewczyczynom, które przychodziły oglądać moje zmagania. Wtedy poznałem Gin. Była skromną piętnastolatką o długich brązowych włosach i drobnej figurze. Miałem wtedy 17-lat i zachowywałem się jak szczeniak. Zakochałem się w niej bez pamięci. – Na to wyznanie Diana z sykiem wciągneła powietrze. Nie spodziewała się, że tak szybko będzie opowiadał jej o swoich byłych.
Pewnego dnia bardzo się pokłóciliśmy się o jej rodziców, ja w złości wykrzyczałem, że jej nienawidze. Wybiegła z płaczem i rozdygotana wsiadła na mój motor. Wpadła w poślizg i zgineła uderzając w ciężarówkę.
Jace ukrył w twarz dłoniach, a po jego policzku spłyneła łza.
Dziewczyna delikatnie dotkneła jego twarzy,a Jace kontynuuował.
Gdy cię spotkałem wydałaś mi się taka niewinna i zagubiona. Po raz pierwszy od dwóch lat przypomniałaś mi o Gin. Całując cię, powróciły do mnie wszystkie wyrzuty sumienia.
- To nie twoja wina. Wypadki się zdarzają – powiedziała i dotkneła jego dłoni. Naprawdę mu współczuła i nie czuła się wykorzystana po tym jak wyznał jej coś takiego. Tak bardzo różnił się od tych wszystkich typów z jej szkoły.  Jace mimo że był silny, w głębi duszy ukrywał swoją wrażliwość bojac się że obróci się przeciwko niemu.
- A ty ? – spytał nagle.
Spojrzała na niego zdumiona.
- Co ja?
- Co cie dręczy?
Dziewczyna skierowała wzrok na niewielkie fale i szukała słów, które wyraziłyby to  co teraz przeżywała.
Opowiedziała mu historię o siostrze i o matce ,która wini ją za jej śmierć.
- Nie masz lekko – skwitował krótko i objął ją ramieniem tak jak tamtego wieczora. Schyliła wargi aby go pocałować, ale ten cofnał się gwałtowanie.
- Nie wiem czy to dobry pomysł- powiedział, głaszcząc jej zaróżowiony policzek. Nie chce już nikogo skrzywdzić.
Wiedziała, że mówi szczerze. Naprawdę żałował tego co stało się tej dziewczynie. Nie potrafiła powiedzieć niczego, aby go rozweselić. Mogła tylko przy nim być, tak samo jak on mógł być przy niej.
W końcu Jace otrząsnął się z zadumy i podniósł się z kocyka.
- Chodź, odwiozę cię do domu – powiedział, uśmiechając się.
Diana usadowiła się na siedzeniu i objęła Jace’a. Poczuła w nozdrzach odurzajacy zapach wody kolońskiej, która niemal powodowała zawroty głowy. Wtuliła się w niego, nie czując już skrępowania może to dlatego, że się przed nim otworzyła. Czuła, że dzięki temu nie są już sobie tak odlegli.
Gdy dotarli na miejsce dziewczyna przytuliła go. Był trochę zaskoczony,ale mimo to nie wypuścił jej z objęć, póki sama się nie odsuneła. Spojrzał w jej szmaragdowe oczy, które błyszczały w blasku słońca. Odgarnął niesforny kosmyk włosów który opadł jej na czoło.
- Do zobaczenia – powiedział i cmoknął ją w policzek. Diana uśmiechnęła się w duchu i weszła do domu.
Zastanawiała się kiedy się spotkają? Już nie mogła się doczekać tego ,,do zobaczenia’’ Czy ja się zakochałam? – pomyślała. Nie to tylko… przyjaciel.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (40) ›