Wpisy użytkownika ღ Colour of your dreams ღ z dnia 12 września 2015

Liczba wpisów: 1

tinista123456
 
Witajcie misiaczki! Jestem znowu tak jak obiecałam.
Na początek chcę was zaprosić na mojego instagrama instagram.com/destinylenaa/ :D
(włącz)
pobrane.png

Prześladowały ją męczące koszmary. Miała wrażenie, że ktoś ściska jej szyję nie pozwalając złapać tchu. Obudziło ją silne potrząsanie. To Jace pochylał się nad nią, a jego rozszerzone źrenice stalowoniebieskich oczu wskazywały na to, że przejął się jej krzykami. Przerażona zarzuciła mu ręce na szyję, chcąc chociaż na chwilę zaznać odrobiny bezpieczeństwa. Usta zacisnęła w cienką, wąską linię, a po jej policzkach cicho spływały łzy.
-Cii…już wszystko dobrze. Jestem przy tobie.- wyszeptał, wciagając aromatyczny zapach jej blond włosów. Delikatnie głaskał jej plecy, pozwalając jej się uspokoić. Całe szczęście wysoka gorączka minęła i wszystko wskazywało na to, że Diana fizycznie czuła się coraz lepiej. Natomiast po ostatniej wiadomości jej psychika bardzo ucierpiała. Nie miał pojęcia jak ją pocieszyć, co powiedzieć. Jednak dla niej najważniejsza była jego obecność.
-Jace…?
-Tak?
Wzięła głęboki oddech i spytała.
-Pójdziesz ze mną do mojej ciotki?
-Oczywiście – powiedział cicho i pocałował ją w czoło. Ten miły gest rozczulił ją do granic możliwości. Po raz pierwszy czuła, że komuś na niej zależy. W jej brzuchu zatrzepotało setki skrzydeł motyli, powodując iskrę radości w jej duszy.
Po skończonym śniadaniu i porannych przygotowaniach pospiesznie założyła kurtkę i wyszła razem z Jace’m na spotkanie ze swoim wujostwem. Nie spodziewała się miłego przyjęcia. Właściwie na nic nie liczyła na nic, chciała tylko zdobyć informację o swojej matce.
Zatrzymali się przed drzwiami jej dawnego domu. Podniosła ręke i zapukała ostrożnie, mając obawę, że ciotka wścieknie się gdy ją zobaczy i jak jadowita żmija wypluje na jej temat wszystkie oszczerstwa.
- Co ty tu robisz?- zapytał z wrogością pan Bedingfield. Widać jego żony nie było w domu. To trochę uspokoiło Dianę.
- Chcę się dowiedzieć coś o mojej matce- rzuciła krótko, powstrzymując łzy. Przypomniało jej się jak ,,ojciec’’ nosił ją na rękach, gdy była malutka. Obdarzał ją tak wielką miłością, którą zastąpiła  teraz wielka pustka.
Mężczyzna prychnął.
- Twoja matka nie żyje. Po tym jak nam cię podrzuciła, zabiła się skacząc z mostu – powiedział i już chciał zamknać drzwi, ale Jace zablokował drzwi butem.
-Dlaczego?- zapytał, piorunując go wzrokiem pełnym obrazy.
- To proste. Zakochała się w facecie, który po miesiącu ją zostawił. Od urodzenia była niezrównoważona. Ale widze, że ty też Diano masz to we krwi bo przyprowadziłaś tego gacha.- wykrzyczał i z całej siły uderzył ją w twarz. Siła ciosu powaliła ją na ziemię. Jace natychmiast pomógł jej wstać i rzucił się na pana Bedingfielda.
- Co ty do cholery wyprawiasz? Jak możesz tak traktować dziewczynę, która była twoja przyszywaną córką?- warknął i  udarzył go w głowę. Na pierwszy rzut oka widać było że celował w puls, ale powstrzymał się. Bedingfiel aż się zatoczył, ale nie upadł tylko zabarykadował drzwi. Dało się słyszeć szczęknięcie zamków. Jace odwrócił się do smutnej Diany, z której policzka płynęła wąsknim strumykiem ciemnoczerwona krew. Zrobił krok w jej stronę, jednak ona cofneła się.
-Nie zbliżaj się do mnie- powiedziała, wbijając wzrok w dół.
- Co ty mówisz? – spytał, nie dowierzając jej słowom.
-Wszystkich ranię. Przeze mnie będziesz miał kłopoty.- powiedziała, zalewając się łzami.
Jace zrobił szybki ruch i przyciągnął ją do siebie. Spojrzał głęboko w jej zielonkawe oczy,jakby chciał przejrzeć ją do głębi. Jej obawy, lęki jeszcze bardziej pozwalały mu twierdzić, że jest podobna do niego. Odgarnął kosmyk jej blond włosów i pocałował ją namiętnie. Diana zamknęła oczy i pozwalała tej chwili trwać. Rozkosz rozlewała się po całym jej ciele, powodując szybsze bicie serca.
- Kocham cię- wyszeptał, pomiędzy ciepłymi musnęciami warg.
- Nie.. ja nie mogę – powiedziała. Przepraszam…
Odepchnęła go i uciekła. Tak bardzo chciał ją powstrzymać, ale nie wiedział co jeszcze może jej zaoferować. Spoglądał tylko jak oddala się zabierając ze sobą nadzieję, uśmiech i wszystko czego oczekiwał. Diana czuła to samo, bardzo go pragnęła dlatego nie chciała go narażać na konsekwencje jakie niesie jej obecność. Wolała odejść, zanim pokocha go do szaleństwa. Postanowiła wrócić do San Francisco do przyjaciółki- Nicole. Może tam zacznie żyć od nowa? Jeżeli to możliwe, skoro definicją jej życia stał się Jace. Może wymazać go z pamięci, ale serce nigdy go nie zapomni… Może kiedyś jeszcze spotka go na swojej drodze i los połączy dwie strudzone dusze.
  • awatar babe, we are hopeless: Omg to códne :* Pięknie to piszesz :* :* :*
  • awatar Patrycja K.: Super ♥ z resztą jak zwykle, nic dodać nic ująć
  • awatar My world ,My life ♥: Boskie :) Ale czego tak krótko? Liczę na odpowiedz na priv :) Te twoje opowiadania są magiczne :) Liczę na szybką następną część :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (48) ›